Straszny dziś upał! Dopiero teraz delikatnie się ochłodziło. Jednak pomimo wysokiej temperatury czułam się dziś świetnie! Obudziłam się wcześniej i pomyślałam, że wykorzystam to i skoczę do labolatorium. Emilka jeszcze spała z M więc nie musiałam jej wlec ze sobą:) Wprawdzie lekarz mówił, że nie muszę robić morfologii w tym miesiącu, ale ostatnie wyniki wykazywały delikatną anemię i sama dla siebie wolę sprawdzić czy przyjmowane tabletki coś pomagają. Przez ciągłe badania w ciązy zrobiłam się odporna na widok igły wbitej w żyłę:) wcześniej nie mogłam patrzeć, a teraz jakoś mi to nie przeszkadza:) Przez całe życie wogóle miałam malo do czynienia z lekarzami. Antybiotyk przyjmowałam może kilka razy, zastrzyków nie mialam nigdy, nie leżałam w szpitalu, nigdy mnie nie szyli, nie miałam kroplówki itd. W ciągu trzech lat nadrobiłam wszystko! Będąc w ciązy z Emi 2 razy trafiłam do szpitala(zapalenie nerek, a póżniej wtsokie CRP), miałam kroplówki, zastrzyki. Po porodzie oczywiscie szycie. Pomiędzy ciążami ciągle latałam od lekarza do lekarza przyjmując tony leków (hiperprolaktyna+torbiele na jaknikach). Powiem Wam, że teraz w sumie od tego odpoczywam bo kontrole u gina tylko co miesiąc jedynie badań więcej:)
Po dzisiejsze wyniki mam iść jutro, ale mam nadzieję, że będą ok. Czuje się świetnie więc czemu miałoby być inaczej:)
Jutro też wybieram się na "szpitalne" zakupy. Muszę zaopatrzeć się w koszulę i pantofle. Zastanawiam się nad szlafrokiem bo strasznie ich nie lubie, a wszyscy zabierają:( musiałabym kupić, a w domu i tak nie będe go używać więc wydatek zbędny. Do tego wolałabym dresy zamiast koszuli, ale wiadome jak to po porodzie....Kurczę przez złe traktowanie po ostatnim razie jestem jakoś strasznie negatywnie nastawiona do pobytu na oddziale poporodowym Chciałabym urodzić, spakować Perełkę i wrócić do domu:) niestety to nie możliwe...
Oj rozpisałam się o jutrzejszych planach, a gdzie gdzie dzisiejszy dzień?:) Więc M pozmieniali coś w pracy i ma dziś nockę. Minus całej sytuacji jest taki, ze musimy spać same w domu, a ja bardzo tego nie lubię. Jest też skutek pozytywny. Calutki dzień mogliśmy spędzić razem. Ja mogłam odpocząć, a Emi miała przy sobie tatę(to straszna córcia tatusia). Rano zjedliśmy śniadanko i tradycyjnie spacerkiem przeszliśmy się na zakupy. Na każdym kroku ktoś znajomy z pytaniem "Jak się czujesz?" Tak tego nie lubie! Później włączyliśmy wiatrak i rysowaliśmy, oglądaliśmy bajki i dużo się tuliliśmy:) Pod wieczór zrobilismy obiad i oglądaliśmy telewizje. Niestety nasze okna od kuchni są w miejscu gdzie cały dzień dogrzewa słońce i pichcenie czegokolwiek graniczy z cudem. W planach mieliśmy spacer, ale nawet koło 18 temperatura była wysoka więc się na odważyłam. Wykąpalismy Emisie i poszła spać, M pobiegł do pracy,a ja zostałam z rozrabiającą w brzuchu kruszyną:) Przeglądałam zdjęcia w internecie jak dzieciaki są ułożone, ale nawet z taka pomocą nie potrafie odgadnąć czym Perełka macha:)
Rozmyślałam dziś o całej ciazy tak tydzień po tygodniu i doszłam do wniosku, że to taki mój bieg z przeszkodami. Troszkę tych trudnych jest do pokonania(wymioty, nudności, wahania nastrojów, ból porodowy). Na niektórych etapach wydawało mi sie(i wydawać pewnie będzie), że juz nie dam rady. Kiedy dotrę do mety będę wykończona, a samo jej przekroczenie sprawi masę trodności. Jednak kiedy zobaczę nagrodę i będę ja trzymać w ramionach wszystkie złe wspomnienia znikną:) zostanie jedynie radość ze zwycięstwa!
Komentarze moga dodawać tylko zalogowani użytkownicy - zaloguj się lub załóż konto
Odpowiedzi moga dodawać tylko zalogowani użytkownicy - zaloguj się lub załóż konto
Nie ma jeszcze komentarzy - wyraź swoją opinię jako pierwszy
Śledź bloga: RSS Dodaj do ulubionych blogów